Felietony z pianą

Ten wpis zamieszczono w [ Felietony ]

Felietony z pianą – Monika Wróblewska
“Twórczość krytyczna jest nieustannym tworzeniem duchowej biografii” pisze Jerzy Pilch w jednym z felietonów wchodzących w skład książki pt. “Upadek człowieka pod Dworcem Centralnym”. Twierdzenie to wydało mi się na tyle trafne i prawdziwe, że zapragnęłam “krytycznie” spojrzeć na ten element mojej “duchowej biografii”, jakim jest twórczość Jerzego Pilcha, a w szczególności wspomniany zbiór felietonów.

Książki Pilcha czytam od niedawna, pewnie, jak większość “jego” czytelników, od sławnej nagrody Nike. “Mocny anioł” nie zrobił na mnie “mocnego” wrażenia, ale skłonił do sięgnięcia po książki starsze – i według mnie – znacznie lepsze. “Tezy o głupocie, piciu i umieraniu”, “Tysiąc spokojnych miast”, “Monolog z lisiej jamy”, “Spis cudzołożnic” czytałam już nie z konieczności (“Pod mocnym aniołem” trzeba było zdawać na egzaminie z literatury współczesnej…), ale z własnej woli. I wciągnęły mnie: charakterystyczna fraza, ironia, poczucie humoru. Zupełnie straciłam głowę dla książek “prostego synka z Wisły”, kiedy przeczytałam “Inne rozkosze”. Kolejne książki i felietony Pilcha – lepsze i gorsze, ciekawsze i te nudniejsze – odbierałam odtąd przez pryzmat zachwytu i radości, jakie dawały mi “Inne rozkosze”. Efekt jest taki, że żadna książka nie dorówna już rozkoszom tamtej, ale sama osoba autora pozostanie przeze mnie podziwiana i szanowana, “mimo” kolejnych “dzieł”. Tak więc Jerzy Pilch odgrywa w mojej biografii duchowo -; literackiej rolę dosyć znaczną. Również jego felietony zamieszczane na łamach “Polityki” przyczyniają się do tego w dużym stopniu.

“Upadek człowieka pod Dworcem Centralnym” przeczytałam z pewnym opóźnieniem w stosunku do wydania tej książki, a z opóźnieniem jeszcze większym w stosunku do powstania składających się na nią felietonów. Książka zawiera 47 krótkich tekstów, które pojawiały się w “Polityce” między 13 II 1999 a 3 VIII 2002. W listopadzie 2002 roku byłam na spotkaniu promującym tę książkę (Kraków, siedziba Wydawnictwa Literackiego) i pamiętam burzliwą dyskusję dotyczącą motywów biograficznych w twórczości Pilcha. Z pewnością “Upadek” jest to książka, z której da się wyłuskać wiele wątków dotyczących prywatności autora. Oczywista jest sama gatunkowa konwencja formy felietonowej z jej subiektywizmem i aktualnością jako głównymi wyznacznikami. Oprócz tego mamy słowa samego autora, który pisze we wstępie: “w większym, niż się zdaje, stopniu jest to książka osobista.” Osobiste są nie tylko refleksje i przemyślenia autora, ale przede wszystkim mieszkanie na Śliskiej z widokiem na “szklisty masyw Australian Airlines”, osobisty laptop, osobista historia futbolu czy (przez chwilę) osobisty komfortowy fotel. Opowieści dotyczące babki Czyżowej, dziadka starego Kubicy czy matki, która w końcu ogrzała zimny wiślański dom, przeplatają się w tych felietonach z opowieściami o Józefie Tischnerze, Kornelu Filipowiczu czy księdzu Andrzeju Bardeckim.

Historie o ludziach współistnieją z opowieściami o dziełach. Pilch daje wyraz swojej fascynacji Gombrowiczem, Płatonowem. Pisze o Andrieju Tarkowskim i Sarah Kane. Snuje refleksje po przeczytaniu “Księdza Seweryna” Czesława Miłosza, daje współczesną realizację sienkiewiczowskiego mitu o latarniku. Chociaż stonowany i bardziej refleksyjny, nie stroni także od złośliwej krytyki, którą jednak trudno brać “na serio” (wystarczy przywołać choćby moje ulubione “Ciastko z pianą” czy “Boskiego Janusza”.)

Kolejnym i równie ważnym bohaterem tych felietonów jest Warszawa widziana oczami “prostego synka z Wisły”. Są to oczy zaciekawione, zadziwione, a jednocześnie zdystansowane wobec otaczającej rzeczywistości. Warszawa to, z jednej, strony miasto wystaw i spektakli teatralnych, miasto, w którym ma się mieszkanie, pracę i znajomych. Miejsce stopniowo poznawane i przyjaźnie oswajane. Z drugiej strony na ulicach tego miasta dzieje się historia. Ta ogólna, o której mówi się z Wiadomościach, z manifestacjami, delegacjami i czarnymi limuzynami, które wożą dygnitarzy. I ta indywidualna, gdy odgłosy demonstracji cichną, a “narkomanka rytualnie zagaduje o jakiekolwiek drobne, kloszard prosi o papierosa i pyta czy Bóg istnieje”, a pijany człowiek upada pod Dworcem Centralnym.

Felietony Pilcha nie są w mojej duchowej biografii kamieniem milowym, nie zmieniły mojego spojrzenia na świat ani na literaturę. Są natomiast spotkaniem z dobrze napisanym i skonstruowanym tekstem, okazją do refleksji i zdumienia. A “Ciastko z pianą” za każdym razem jest tak samo mistrzowskie i śmieszne.

Oceń ten wpis:
1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (No Ratings Yet)
Loading ... Loading ...
Popularność: 245 views
Możesz śledzić odpowiedzi do tego wpisu poprzez kanał RSS 2.0. Możesz zostawić odpowiedź , albo ślad z swojej strony WWW.

Zostaw komentarz